Czeskie Perełki 2026
4-7.06.2026 r.



Tym razem droga zaprowadziła nas do Czech, w okolice Czeskich Budziejowic. Moglibyśmy powiedzieć krótko: pojechaliśmy, obejrzeliśmy, wróciliśmy, ale to nie oddaje wrażeń jakie nam towarzyszyły.
Zacznijmy od początku, a na początku był plan: jedziemy w okolice Czeskich Budziejowic, kiedy: w długi weekend 4.06-7.06.2026. Wycieczkę jak zwykle zorganizowało Biuro Turystyczne Kanion z Poznania.
Wycieczkowicze którzy zebrali się w miejscu zbiórki jak zwykle okazali się zdyscyplinowani, nikt się nie spóźnił, wszyscy byli zadowoleni i uśmiechnięci. O 6.00 pilot naszej wycieczki Pan Przemek dał sygnał do odjazdu a niezastąpiony Pan Remik, nasz kierowca, chwycił za kierownicę i pojechaliśmy. Czas mijał szybko, droga była szeroka, drzew przy drodze niewiele, więc już o 9.38 byliśmy na granicy z Czachami, w Lubawce. Po krótkim postoju ruszyliśmy w kierunku Telcza.
Telcz okazał się malowniczym miasteczkiem z długim na około 300 m rynkiem o kształcie przypominającym trójkąt. Pośrodku były dwie fontanny: dolna z 1535 roku i górna z 1827 roku, otoczone kolorowymi kamieniczkami. Bajkowy widok, przepiękna architektura, smaczne jedzenie, a jednak czegoś zabrakło – na rynku nie ma roślin, nie ma drzew, nawet kwiatów w doniczkach jest niewiele.


Wieczorem dotarliśmy do Taboru, i tutaj spotkała nas niespodzianka – zamieszkaliśmy przy ulicy Warszawskiej. Poczuliśmy się jak w domu.

Niestety, w piątek rano padał deszcz. Spakowaliśmy parasolki i płaszcze przeciwdeszczowe, i pojechaliśmy do Zamku Hluboka. Okolica zachwyciła wszystkich, było po prostu pięknie, a sam zamek wydał nam się niezdobyty. Posadowiony na wzniesieniu wyglądał dumnie, pojawiło się jednak pytanie jak do niego dotrzeć. Szybko okazało się, że na górę można wjechać kolejką, więc kilka osób skorzystało z tej możliwości. Pozostali poszli pieszo i trzeba przyznać, że okazali się nadspodziewanie sprawnymi piechurami. Zamek zrobił na nas olbrzymie wrażenie – spacerowaliśmy świetnie zachowanymi pokojami z drewnianymi, bogato zdobionymi sufitami z przepięknymi wielkimi, mieniącymi się różnymi kolorami, kryształowymi żyrandolami. Podziwialiśmy gobeliny zawieszone na ścianach, obrazy właścicieli zamku, kominki o ciekawymi wyglądzie i interesującej konstrukcji. Dotarliśmy do biblioteki – cóż powiedzieć, że piękna a księgozbiór bogaty – to nic nie powiedzieć. Spacerując dojrzeliśmy jeszcze coś – malutkie klameczki, które wyglądały jak zamontowane na ścianie – w rzeczywistości były tam bardzo dyskretnie zamontowanie drzwi a za nimi pomieszczenia gospodarcze. Ponieważ deszcz nadal padał nie poszliśmy do parku. Pojechaliśmy pocieszyć się do browaru. W browarze Bohema Regent w Trzeboniu piwo warzone jest od 600 lat. Postanowiliśmy sprawdzić czy to piwo naprawdę jest dobre. Udaliśmy się więc na degustację. Okazało się, że tak, Czesi warzą świetne piwo, chociaż… nie wiemy tak do końca czy to zasługa Czechów, czy wody którą używają do produkcji, pogłoski donoszą bowiem, że to zasługa wspaniałej wody. Na popołudnie zaplanowaliśmy odwiedziny w Czeskich Budziejowicach. Przestał padać deszcz, odetchnęliśmy z ulgą i poszliśmy podziwiać uliczki Czeskich Budziejowic. Pierwsze kroki skierowaliśmy na rynek – stoi na nim wybudowana w latach 1720-1727 barokowa fontanna Samsona - jedyny obiekt w centrum rynku, wybudowany w miejscu gdzie wcześniej był pręgierz. Ciekawostką jest fakt, że pierwotnie fontanna spełniała funkcję użytkową – za pomocą drewnianych rur tłoczyła wodę z Wełtawy do wodociągów miejskich. Po wybudowaniu zbiornika w Nedabyle i sieci nowych rurociągów, od 1882 roku, fontanna spełnia już tylko rolę ozdobną.



Krążąc po okolicy niezmiennie trafialiśmy na Wełtawę i kolejne zamki. Tym razem dotarliśmy do Zamku Krumlov. W całej miejscowości różnica wzniesień wynosi ok. 200 m. Uliczki wznoszą się i opadają, schody są strome, a u stóp zamku wyraźnie niżej wije się Wełtawa. To właśnie takie ukształtowanie dało początek nazwie Krumlov – „krzywa łąka”. Zamek Krumlov jest drugim co do wielkości zamkiem Czech. Budowę Zamku Krumlov rozpoczął czeski ród szlachecki Witkowiców. W XIII wieku zamek przejął ród Rosenbergów. Rosenbergowie w swojej tradycji na tarczownikach używali niedźwiedzi, utożsamiając się z włoskim rodem Orsinich. Po włosku orsa to nieźwiedź. Pamiatką po rodzie Rosenbergów w fosie zamku są żywe brunatne niedźwiedzie. Dojrzeliśmy dwa, pozostałe, o ile takie były, schowały się przed nami. Ciekawostkę stanowi doskonale zachowany teatr dworski ze sprawnymi urządzeniami scenicznymi. Współcześnie, aczkolwiek sporadycznie, na deskach teatru można obejrzeć sztukę. Oczywiście w oryginalnych strojach.



Kolejnego dnia, jadąc z biegiem Wełtawy, zawitaliśmy do Zamku Zvikov. Widoki były oszałamiające – Wełtawa i Ottawa oglądane z góry, cóż sami musicie zobaczyć. Zamek ma swoją legendę. Według niej „w zamku mieszka złośliwy duch, który przepowiada śmierć każdemu śmiałkowi, który postanowi spędzić noc w wieży”. Słysząc takie słowa przechodzą ciarki. Ale zamek i okolica są przepiękne. I tutaj też ciekawostka – w podziemiach zamku schronienie znalazło aż 8 gatunków nietoperzy. Niestety nie widzieliśmy żadnego, więc jest jeszcze jeden powód żeby przyjechać tu ponownie.


Do autokaru wracaliśmy ścieżką przez las, wzdłuż ścieżki wiła się Wełtawa, kilka kramów zachęcało do ostatnich zakupów. Na końcu ścieżki do wypicia ostatniego już przed wyjazdem piwa zachęcił nas bufet. I tutaj znowu niespodzianka - w Czechach lepiej być miłośnikiem piwa, bo jest tańsze od zwykłej herbaty.
Postawmy teraz kropkę.
Ale, ale musimy zrobić jeszcze jedno – podziękować: Andrzejowi za pięknie przygotowaną wycieczkę, Maciejowi – za pomocne ramię i pilnowanie końca, żeby nikt się nie zgubił, Wszystkim Uczestnikom – za zdyscyplinowanie, towarzystwo i dobry humor, Przemkowi – za pilnowanie dobrostanu wszystkich i pokazanie nam tych wszystkich fantastycznych miejsc, Remikowi – za sprawny transport, w końcu kierowca jest najważniejszy oraz całemu zespołowi biura Kanion.
Do zobaczenia na nowej trasie…
Opracowała:
Natalia Steinke
Zdjęcia:
Joanna Florek
Maciej Florek
Katarzyna Steinke
Alicja Dymek
Natalia Steinke